Wprowadzenie do modlitwy na 23 Niedzielę zwykłą, 6 września
Tekst: Mt 18, 15-20
Prośba: o łaskę przyjmowania upomnień i udzielania ich z coraz większą miłością.
Myśli pomocne w rozważaniu:
Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie…
- Może to być jedna z trudniejszych ewangelii Jezusa. Kto lubi upominać? Kto lubi być upominany? Najpierw jednak warto zobaczyć, że Jezus rozpoczyna od słów: gdy brat Twój zgrzeszy przeciw Tobie… Człowiek, który Cię krzywdzi, jest Twoim bratem i pozostaje nim nawet kiedy robi coś przeciwko Tobie. Nie jest to dla nas takie oczywiste, bo kiedy ktoś nas krzywdzi to rodzi się między nami dystans, a nie szukanie bliskości na nowo. Zresztą… przypomnijmy sobie przypowieść o synu marnotrawnym. Starszy syn z przypowieści ma z tym duży problem. Kiedy powraca młodszy to starszy do ojca nie mówi, że wrócił „mój brat”, lecz „twój syn”… jakby nie chciał go przyjąć za brata. Przy czym jest to ciekawe, że młodszy brat osobiście niczego nie zrobił starszemu… i ten go odtrąca, mimo że ojciec młodszego przyjmuje… Kiedy dzieje mi się krzywda, czy przyjmuję krzywdziciela jako brata? Czy jako wroga…?
…idź i upomnij go w cztery oczy.
- Upomnij.. czyli co? Kiedy spojrzymy na to słowo od strony etymologii języka polskiego to dowiemy się, że upominać oznacza: przywracać komuś pamięć, sprawiać, że ktoś zaczyna o kimś (o czymś) myśleć, pamiętać i słowo to jest spokrewnione ze słowami: przypominać, zapominać, pomnieć (czyli pamiętać). Mówiąc innymi słowy upomnienie to przypomnienie drugiemu co on Tobie uczynił (lub komuś innemu), by można było pójść w stronę przebaczenia, pojednania, odnowienia relacji po krzywdzie. Upominanie więc to przywracanie pamięci o krzywdzie. Czasem krzywdzimy kogoś celowo. Często jednak jest tak, że działamy „automatycznie” i w naszych automatyzmach nie jesteśmy świadomi tego, że coś robimy nie tak, że możemy krzywdzić innych naszymi słowami, gestami czy czynami. Upomnienie ma pomóc nam „obudzić się”, włączyć świadomość, za którą idzie danie możliwości przeproszenia i naprawy popełnionego zła.
Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa.
- To przede wszystkim próba postawienia granicy złu, jakie drugi człowiek czyni. Prawdziwemu złu, grzechowi, kiedy krzywdzi samego siebie lub innych. Czym innym bowiem jest „upominanie” tych, którzy w rzeczywistości nic złego nie robią, jedynie robią coś, co nam się nie podoba lub nie jest po naszej myśli. Wtedy trudno to podciągnąć pod ewangeliczne upomnienie. Upomnienie jest prawdziwe wtedy, kiedy mam życzliwość, wręcz miłość do osoby, którą upominam. To nie oznacza, że zarazem nie mam złości na krzywdę, którą wyrządził. Zanim kogoś upomnimy potrzebujemy jednak zapytać siebie, czy chodzi nam o dobro tego człowieka, a może jedynie o „wyżycie” się na nim i ulżenie swojemu gniewowi.
A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik.
- Nikt z nas nie lubi być upominany i nie lubi słuchać dobrych rad – co czasem idzie w parze ze sobą. Czy człowiek upominany słyszy to, co do niego mówimy? A czy my słuchamy, kiedy ktoś nas upomina? Być może nie słyszymy prawdy o sobie i tego, że warto byłoby wziąć sobie to do serca i zmienić postępowanie. Czasem słyszymy tylko „atak na siebie”, nawet gdyby ktoś mówił upomnienie z dużą delikatnością i wrażliwością. Bo nasz odbiór takich komunikatów jest w nas – i owszem – kontekst ma znaczenie, ale nie całkowite.
- Co to znaczy być jak poganin i celnik? Spontanicznie rozumiemy to tak, że wtedy mogę człowieka odrzucić (bo przecież on mnie wcześniej odrzucił). Jezus jednak jadł i pił z celnikami i grzesznikami, a nie ich odrzucał. Poganin i celnik można tak rozumieć, że są to osoby, od których więcej nie mogę wymagać, bo nie są w stanie przyjąć. Skoro nikogo nie posłuchał, szkoda, trudno, on teraz nie jest w stanie (z różnych racji). Czasem doczekamy, że osoba zrozumie to, iż krzywdzi, a czasem nie. To nie oznacza, że mam stale dawać się krzywdzić – mamy stawiać dobre i zdrowe granice wszędzie tam, gdzie są konieczne. Bez zdrowych granic nie ma prawdziwej miłości.
Na koniec tej modlitwy porozmawiaj z Jezusem o tym wszystkim, co Cię najbardziej poruszy, co przeżyjesz jako ważne dla Twego życia. Te poruszenia zapisz w swoim dzienniku, by bardziej Cię dotknęły i miały moc przemienić Twoje życie.