Wprowadzenie do modlitwy na środę, 4 lutego
Tekst: Mk 6, 1-6
Prośba: o łaskę przyjęcia słowa Jezusa w pełni, całkowicie.
Myśli pomocne w rozważaniu:
Jezus przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie.
- Rodzinne miasto, bardziej mała miejscowość. Bliscy ludzie i bliskie miejsce. Panu towarzyszą uczniowie – ci, którzy są Mu teraz bliscy. Kiedy jest prawdziwa bliskość, można być otwartym, ufnym, radosnym, z poczuciem wolności. Może właśnie z takim poczuciem przychodzi Jezus w rodzinne strony. Możesz siebie zapytać, gdzie są Twoje „rodzinne strony”? Co to za osoby, co to za miejsca, które są dla Ciebie „jak rodzina”? Tzn. miejsca i osoby, w których możesz być sobą w pełni tak, jak potrafisz teraz. Możesz czuć bliskość innych i swoją bliskością obdarzać innych.
Gdy zaś nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: «Skąd to u Niego?…» I powątpiewali o Nim.
- Jezus właśnie taki staje przed tymi ludzi – otwarty, mówiący im z serca to, co bardzo przeżywa. A przeżywa najbardziej swoją relację z Ojcem. Możemy się domyśleć, że właśnie o Ojcu im opowiada, o relacji z Nim, bliskości. I zostaje nieprzyjęty, niezrozumiany. To, co mówi i czym się dzieli, nie mieści się w ich głowach. Przecież oni Go znają. Skąd to u Niego? Zmienił się od tamtych dziecięcych lat? Jezus się nie zmienił, On „wzrastał w mądrości i łasce u Boga i u ludzi”, lecz zdaje się, że Ci ludzie zatrzymali się na obrazie Jezusa sprzed lat. Co gorsza, oni nie są Nim zainteresowani. Oni nie proszą Go, by opowiedział im, jak się to stało, że ma taką relację z Ojcem. Oni są zdolni jedynie powątpiewać, czyli postawić w swoim sercu granicę temu, co mówi Jezus. Nie przyjmują tego do wiadomości i do doświadczenia. Nie chcą „ryzykować” w tym, by przyjąć słowo Jezusa i Mu zaufać. Oni „wiedzą” i już.
I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu.
- Skoro zamknęli przed Nim drzwi (nie fizycznie, lecz w sercu) to Jezus nie może tam działać. Nie zmusi ich, nie wywrze presji, nie zmanipuluje (rzekomo dla ich dobra). Bóg radykalnie szanuje wolność i nie wpycha się tam, gdzie Go nie chcą (to inaczej niż my czasem robimy, nawet w dobrej wierze). On szanuje ich proces, szanuje i drogę wzrostu, która – być może – kiedyś zaowocuje przyjęciem Jego słowa. Ale nie teraz, nie już. Zatrzymaj się także przy Jezusowym zdziwieniu – On dziwi się ich niedowiarstwu, dziwi się temu, że nie są w stanie przyjąć Jego słowa oraz Jego samego. Jest w nich dużo oporu (to ci sami, którzy chcieli Jezusa strącić ze skał, kiedy mówił im rzeczy nie po ich myśli). A co może znajdować się pod tym oporem (co go zasila)? Może lęk, że swój dotychczasowy „porządek” będą musieli zrewidować, zmienić swoją mentalność (myślenie = nawrócenie), swój sposób patrzenia na rzeczywistość? Bo ten Rabbi opowiada o Ojcu takie rzeczy, o których oni może w życiu nie słyszeli – ich nauczyciele mówią zupełnie inaczej. Zostawić to, co dotychczasowe, by pójść za nowym? Wątpienie jest łatwiejsze, pozwala zostać na starym, nie potrzeba myśleć, rozważać, kwestionować pokrzywione drogi. Ot, tak było, jest i będzie. A Bóg? Pójdzie gdzie indziej głosić Dobrą Nowinę z nadzieją, że kiedyś będzie mógł tu wrócić i zostanie przyjęty. Jak to jest w Twoim sercu? Co przyjmujesz, a wobec czego masz opór? Czego on tak naprawdę dotyczy?
Na koniec tej modlitwy porozmawiaj z Jezusem o tym wszystkim, co Cię najbardziej poruszy, co przeżyjesz jako ważne dla Twego życia. Te poruszenia zapisz w swoim dzienniku, by bardziej Cię dotknęły i miały moc przemienić Twoje życie.