Wprowadzenie do modlitwy na środę, 25 marca, Zwiastowanie NMP

Tekst: Łk 1, 26-38

Prośba: o przyjęcie Bożego Słowa i wprowadzenie Go w czyn.

Myśli pomocne w rozważaniu:

Bóg posłał…

  • Wszystko, co się zadziało na świecie i do tej pory dzieje – jest inicjatywą Boga. Bóg jest absolutnym początkiem wszystkiego, co nazywamy naszym światem. Również to, by zbawić człowieka przez posłanie swojego Syna na świat – jest Jego inicjatywą. Bo dzisiejsza uroczystość, którą nazywamy Zwiastowaniem Maryi jest przede wszystkim Wcieleniem Syna Bożego. On dzisiaj począł się w łonie Maryi dzięki niepojętemu i cudownemu działaniu Ducha Świętego w Niej. Słowo stało się Ciałem…
  • Zatrzymaj się chwilę w tym miejscu. Bóg posłał… Co lub kogo posyła do Ciebie każdego dnia? Masz tego świadomość? Przychodzi do Ciebie i chce być rozpoznany, choć wiemy, że nasze oczy są ślepe przez grzech i stąd św. Jan powie potem w prologu swojej ewangelii, że Słowo „przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli” (J 1, 11). Uświadom sobie również Bożą inicjatywę. To On wychodzi pierwszy, to Jemu zależy, to On się stara. My czasem jesteśmy jak rozkapryszone dzieci „z fochem”, które jak czegoś nie dostaną, to się odwracają plecami. A On nieustannie pyta: „Adamie, gdzie jesteś?” – człowieku, gdzie jesteś, gdzie się ukryłeś, dlaczego uciekasz przede Mną, dlaczego się chowasz?

Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego.

  • On to wszystko robi dlatego, że nie ma dla Niego nic, co byłoby niemożliwe. W relacjach z ludźmi często jesteśmy w punkcie, gdzie mówimy: nie jestem w stanie wyjść do tego człowieka, nie jestem w stanie wyciągnąć do niego ręki. Głęboko wewnętrzna trudność, która może rodzić się ran, odrzucenia uniemożliwiających taki krok. I może być tak, że do końca swoich dni się to nie uda. Czasem staramy się, próbujemy… i nic. Bo do relacji potrzeba dwojga i nie zawsze obie strony chcą budować czy naprawiać to, co się zepsuło. Dla Boga jednak nie ma nic niemożliwego z tego, co dla nas jest niemożliwe. Stąd czasem lepiej jest mówić Bogu o grzesznikach niż grzesznikom o Bogu. Lepiej wszystko zanurzyć w Jego Obecności, która ma zdolność pomieścić w sobie wszelkie „niemożliwości”, aniżeli samemu się szarpać, próbować zrozumieć, a czasem próbować „wymusić” na innych to, by byli tacy, jak byśmy chcieli, żeby byli. Dla Boga nie ma nic niemożliwego. I wiele rzeczy z tych, które dla nas były i są niemożliwe – może dopiero po śmierci zobaczymy, jak Bóg uczynił możliwymi.

…niech mi się stanie według słowa twego.

Dlatego słowa Maryi możemy uczynić naszą modlitwą i w sytuacjach, których nie rozumiemy, nie wiemy jak się skończą, nie umiemy sobie poradzić (a trzeba działać) możemy wołać: „niech mi się stanie…”. Niech mi się wydarzy to, czego nie rozumiem, na co trudno mi się zgodzić, co jest trudne, wymagające zaangażowania i czasem nawet przekraczania samego siebie. Niech mi się stanie, niech mi się wydarzy… nie dlatego, że jestem taki wspaniały albo jestem takim bohaterem, lecz dlatego, że „dla Ciebie nie ma nic niemożliwego”. Przyjąć życie ze wszystkim, co przynosi i zaangażować się w nie tak, jakby było całe po naszej myśli (choć takie nie jest) – to nie tylko postawa Maryi, ale także św. Józefa, który jest ściśle złączony z tajemnicą Wcielenia Syna Bożego. Maryi i Józefa, którzy zostali zaproszeni do przyjęcia tajemniczego zamysłu Boga, by zbawić każdego człowieka i że zadzieje się to też przez ich pokorne przyjęcie tego zaproszenia. Maryja uczyniła to w słowach: „niech mi się stanie…” a Józef: „uczynił tak, jak mu polecił Anioł Pański…” (Mt 1, 24). A Ty jakich słów używasz? Jakimi czynami to potwierdzasz?

Na koniec tej modlitwy porozmawiaj z Jezusem o tym wszystkim, co Cię najbardziej poruszy, co przeżyjesz jako ważne dla Twego życia. Te poruszenia zapisz w swoim dzienniku, by bardziej Cię dotknęły i miały moc przemienić Twoje życie.