Wprowadzenie do modlitwy na sobotę, Święto św. Mateusza Apostoła.

Tekst: Ef 4, 1-7. 11-13 i Mt 9, 9-13

Prośba: o łaskę życia nadzieją powołania.

1.W dzisiejszych czytaniach aż trzy razy pojawia się słowo “powołanie”. Znam jego biblijne znaczenie, wiem, że odnosiło się do proroków, samego Jezusa, jako wybranego przez Ojca, ale też do apostołów. Św. Paweł jednak zwraca się do każdego z nas. Zwraca się do mnie, mówiąc o godności mojego powołania i o nadziei jaką ono niesie. Jak to rozumiem? Jakie są moje pierwsze skojarzenia, gdy myślę o swoim powołaniu? Spróbuję wejść głębiej i nie skupiać się na tym, co mam do zrobienia wobec Boga i ludzi, ale kim jestem i że w ogóle jestem. Bóg powołał mnie do istnienia, zapragnął mnie, pokochał miłością odwieczną, szaloną. Jestem powołana z miłości i do miłości. Jakie to ma dla mnie znaczenie dzisiaj?

 

2. Powołanie zawsze wypływa z inicjatywy powołującego. Nie mogę sobie na nie zasłużyć, nie mogę go sobie “wymodlić’. Tak, jak sama siebie nie zapraszałam na ten świat. Jezus wybrał Mateusza spośród innych grzeszników i celników, żeby towarzyszył Mu i stał się narzędziem głoszenia Jego Dobrej Nowiny. Do takiego zadania wezwał tylko jednego celnika, ale usiadł do stołu z wieloma, spotkał się z nimi, rozmawiał, spożył posiłek. Nie stawiał warunków opuszczenia wszystkiego każdemu z nich. Zatrzymam się na tej scenie i będę obserwować Jezusa, który spędza czas z ludźmi wykluczonymi ze społeczeństwa, uważanymi za nieczystych, niegodnych zbawienia. Kto dzisiaj siedziałby za stołem wraz z Jezusem i uczniami? Czy ja usiadłabym w tym towarzystwie, czy wiedziałabym jak się zachować, o czym porozmawiać? Wobec jakich osób odzywa się we mnie “święty oburz”-faryzeusz, który domaga się sprawiedliwości wobec prawa, zapominając o miłosierdziu? Ostatecznie… czy nie łączy nas wszystkich jedno powołanie?