Wprowadzenie do modlitwy na poniedziałek, 3 lutego
Proś o łaskę zaufania i odwagi
Jezus przybywa na drugi brzeg jeziora Galilejskiego, na teren Dekapolu, ziemię zamieszkałą przez pogan. Spotyka tam człowieka opętanego, którego boją się ludzie, a on sam wyrządza sobie krzywdę przez okaleczanie ciała. Gdy tylko Jezus przybił do brzegu ten człowiek przybiegł do Niego. Prosi o litość, ale w specyficzny sposób – demony, które w nim zamieszkują proszą, by zostawił ich w spokoju. Demony do tej poro rządziły człowiekiem, a przez niego terroryzowały też mieszkańców. Teraz przyszedł ktoś silniejszy od nich. Jezus wypędza legion złych duchów z człowieka w stado świń, które w nagłym szaleństwie rzucają się z urwiska do jeziora.
Tak dramatyczne opętania rzadko spotyka się na co dzień. Jest jednak inny, mniej lub bardziej dokuczliwy sposób, którym szatan może nas pętać i zniewalać, może odciągać nas od naszych zadań, od funkcjonowania w społeczności i bycia szczęśliwym. Dzięki lękowi skutecznie może nas blokować i ograniczać. Człowiek, który się boi, żyje tak, jak mieszkańcy Dekapolu – mają tego swojego opętanego, ale i tak jest on mniej straszny od Jezusa, który przychodzi i nie wiadomo jaką siłą czarnoksięską niszczy stado świń. W świecie przesiąkniętym magią i zabobonem nie ma miejsca na Jezusa. Człowiek, który się boi, myśli, że ostatnie słowo należy do lęku, że jest on na tyle rzeczywisty, że aż prawdziwy.
Spotkanie opętanego z Jezusem pokazuje, że jest ktoś mocniejszy, prawdziwszy i odważniejszy niż nasz lęk. Jest ktoś, komu prawdziwie na nas zależy. Może, gdy się boimy powinniśmy być jak dzieci, które bojąc się przejść przez ruchomą kładkę chwyciły anioła stróża za rękę i zrobiły pierwszy krok…
„opowiadaj im wszystko, co Pan ci uczynił” – zatem opowiem, co dziś odkryłam:) Dla mnie dzisiejsza Ewangelia jest opowieścią o nawróceniu.
Ten człowiek miał ducha nieczystego. Słowo akathartō to jest to samo słowo, które w Dz 11,8 określa nieczyste pokarmy. Nieczysty, czyli skażony śmiercią, taki który nie ma (lub ma obniżony poziom) keduszy, świętości. I rzeczywiście, ten człowiek jest skażony śmiercią: mieszka wśród grobów, nie ma kontaktów z ludźmi, nie zajmuje się rodziną, nie pracuje, nie chodzi do synagogi, okalecza się.
„Często bowiem wiązano go w pęta i łańcuchy; ale łańcuchy kruszył, a pęta rozrywał”. Ludzie chcieli mu pomóc. Może nie stanowił zagrożenia dla innych, bo przebywał w odosobnieniu, ale sam sobie czynił krzywdę („tłukł się kamieniami”). Jak mu chcieli pomóc? Zewnętrznie. Ich nie interesowało, co ma w sercu, co się dzieje w środku, ważne, żeby się w miarę dobrze zachowywał. Te pęta i kajdany to mogą być wszelkie tylko zewnętrzne działania: posty, umartwienia, ograniczenia, kary, postanowienia. Ale to nie działało. „Często” próbował, ale nie dało się wytrwać.
Spotyka Jezusa (Kogoś, kto patrzy na serce, zna przyczyny zniewolenia) i mówi do Niego: przysięgnij, że nie będziesz mnie dręczył. On chce uwolnienia, ale boi się, że będzie to się wiązało z cierpieniem, basanisēs, torturami (mam podobnie;p zawsze modlę się o cierpliwość dla spowiednika, mimo że wiem, że jest cierpliwy).
„siedział ubrany i przy zdrowych zmysłach”. Ludzie zobaczyli tego człowieka uzdrowionego i „Strach ich ogarnął”. Pewnie nie przestraszyliby się, gdyby go zobaczyli ładnie związanego kajdanami i pętami – mówiliby sobie: no nieźle, dobrze sobie Jezus z nim poradził. Ale on był uzdrowiony od wewnątrz, to było nawrócenie wewnętrzne, metanoia. To było dla nich przerażające, bo to jakaś nieznana metoda.
„opowiadaj im wszystko, co Pan ci uczynił” – po nawróceniu dostał misję, aby innym głosić swoją radość, jak Pan działał w jego życiu.
Dotyka mnie kilka fragmentów dzisiejszej Ewangelii uruchamiając jednocześnie wspomnienia trudnego okresu,gdy byłam daleko od Pana, naprawdę daleko….Gdy poprzez ciężki grzech zerwałam z Nim więź, zamknęłam się na Jego miłość,gdy „mieszkałam w grobach” przez wiele lat….Ale przyszedł czas,gdy dojrzałam Jezusa i zaczęłam doświadczać poczucia winy,gdy czułam się podobnie jak ten opętany,który dziś mówi „nie dręcz mnie!”.
Uderza mnie dziś jednak fragment : „I prosił Go na wszystko, żeby ich nie wyganiał z tej okolicy”,który jest jakoś sprzeczny z postawą opętanego , który przecież przychodzi do Jezusa. Myślę sobie,że jest to przykład oporu,takiej siły w każdym z nas, która działa przeciwko procesowi poprawy i zmiany.Doświadczałam wtedy tego stanu wyraźnie w wielu swoich życiowych postawach.Wydaje się absurdalne, ale tak rzeczywiście jest: sama sobie stałam na drodze do szczęścia, rozwoju i zdrowia przez tyle lat … W rzeczywistości opór służył temu, żebym sobie nie uświadamiała swojego grzechu, bo po to zepchnęłam wszystko to,co z nim było związane do podświadomości, żeby nie cierpieć.Tymczasem paradoksalnie właśnie cierpiałam przez odcięcie się od miłości Boga, umierałam na raty,tonęłam…Gdybym nie otworzyła się na prawdę o swoim grzechu – zapewne stałoby się ze mną to,czego doświadczyła ta trzoda,która potonęła w jeziorze….
Dziś zaś identyfikuję się z opętanym,który prosi aby Jezus mógł przy nim zostać i staram się być wierną temu,co mu powiedział: „Wracaj do domu, do swoich, i opowiadaj im wszystko, co Pan ci uczynił i jak ulitował się nad tobą”. Właśnie to niniejszym czynię:)
Chwała Ci Panie!
Spotkania naszej grupy wsparcia oparte są na zagadnieniach z książki „Nareszcie żyć-12 kroków ku pełni życia”. Pierwszy krok, to uświadomienie sobie, że jestem bezsilna. Kiedy sobie to uświadomiłam, że jestem bezsilna wobec innych i mam wpływ tylko na siebie, na moją przemianę, że tylko siła wyższa Bóg może mi dopomóc, życie nabrało zupełnie innego sensu. Staje się wolna i uczę się zawierzać każdego dnia całe moje życie Bogu. Wiara, że jest BÓG, który się o mnie troszczy i pragnie dla mnie szczęścia daje wielki pokój serca. Świadomość ta pozwala cieszyć się każdą chwilą, dziękować, że nie jestem sama, że z najtrudniejszego doświadczenia pomoże mi wyjść i wydobyć jeszcze dobro. Ta ufność, że Bóg jest ze mną w każdej sekundzie mojego życia, daje mi odwagę do kroczenia drogą Prawdy i Miłości, drogą Jezusa. Panie, proszę o dary Ducha św. o siłę i moc do pójścia za Tobą każdego dnia.