Wtorek, 23 grudnia

„A Duch i Oblubienica mówią: «Przyjdź!» A kto słyszy, niech powie: «Przyjdź!» I kto odczuwa pragnienie, niech przyjdzie, kto chce, niech wody życia darmo zaczerpnie. (…) Mówi Ten, który o tym zaświadcza: «Zaiste, przyjdę niebawem». Amen. Przyjdź, Panie Jezu! Łaska Pana Jezusa ze wszystkimi!”. (Ap 22,16–21)

Modlitwa „Przyjdź, Panie Jezu!” uczy wolności od świata. Dzięki niej wiem, że istnieje coś, co unieważnia ten świat – ale z drugiej strony przecież wołam do Jezusa, aby przyszedł właśnie tutaj…
W tym Jego przyjściu świat się ocala. Unieważnienie świata przez oczekiwanie na przyjście Pana nie oznacza braku miłości do świata. Powiem więcej: tylko ten potrafi kochać ten świat, kto go
potrafi unieważnić. Podobnie jest w małżeństwie: płynąca z egoizmu zazdrość, chęć zawłaszczenia drugiego człowieka, jest przeciwieństwem miłości. Rodzice muszą unieważnić swoją miłość do
dzieci, żeby pozwolić im być wolnymi. A ja sam będę musiał uwolnić się od obsesyjnej troski o siebie samego, żebym mógł zacząć istnieć. Taka troska staje się zniewoleniem.

Zwróćmy uwagę, że wtedy, kiedy Duch uczy nas mówić „Przyjdź!”, nie mówi czegoś, co jest ważne tylko dla nas – to jest ważne dla samego Boga. Ojciec pragnie współbycia Syna z Nim, pragnie,
żeby Syn do Niego powrócił. Syn powraca do Ojca, bo wie, że Ojciec czeka na Jego powrót. A tym Ich wspólnym pragnieniem siebie jest Duch Święty. Dlatego to Duch jest posłany do Kościoła, aby
mówił „Pragnę”. Nasza tęsknota za Jezusem, za Jego przyjściem, jest ceną naszej wolności, ale także echem wołania Syna przez Ojca i Ojca przez Syna. Cdn. [Robert Woźniak, Szkoła patrzenia, s. 185]

Sposób modlitwy:

  1. Usiądź wygodnie i uspokój swoje myśli, serce, oddech – na ile Ci się uda.
  2. Rozpocznij znakiem krzyża. Uświadom sobie, że stajesz przed Panem, że On jest przy Tobie i patrzy na Ciebie wzrokiem pełnym miłości.
  3. Oddychaj spokojnie, zauważ że oddychasz, że przyjmujesz powietrze, a potem je oddajesz. To tchnienie życia, jesteś istotą żyjącą – otrzymałeś to od Boga.
  4. Do oddechu dołącz słowo, które każdego dnia będzie takim samym wołaniem: PRZYJDŹ, PANIE JEZU. Przy wdechu wypowiedz w sercu pierwsze słowo, przy wydechu – pozostałe dwa słowa. Jeśli Twój rytm jest inny, wypowiedz to zdanie w sercu i umyśle w Twoim rytmie, np. dwa słowa na wdechu, jedno na wydechu, lub nawet skracając formułę do słów: PRZYJDŹ, PANIE lub PRZYJDŹ, JEZU – jak dla Ciebie będzie lepsze. Niech każdy oddech będzie przesiąknięty tym wołaniem.
  5. Na początku poczujesz się nieswojo, być może nigdy się tak nie modliłeś. Ale nie zrażaj się tym. Wypowiadaj słowa (jeśli Ci się uda – w rytm oddechu) i skup się na nich, na tym, co wypowiadasz. Chodzi o to, byś w tej modlitwie był TU i TERAZ, by myśli nie uciekały do innych spraw i trosk.  Są to rozproszenia – jeśli się pojawią (a pojawią się na pewno), wtedy należy wracać do Słowa i do oddechu.
  6. Modlitwę zakończ oddaniem chwały Bogu odmawiając: Chwała Ojcu i czyniąc znak krzyża.
  7. Módl się w ten sposób przez 20 minut, a jak Ci się uda, to do 30 minut. Możesz również z tym Słowem chodzić przez cały dzień i w różnych porach dnia do niego wracać.
  8. Po modlitwie lub w innym dogodnym dla siebie czasie możesz zapisać w swoim duchowym dzienniku poruszenia: myśli, odczucia, intuicje, pragnienia, tęsknoty… które przyszły do Ciebie w trakcie modlitwy (których nie szukałeś, lecz przyszły same) albo w ciągu całego dnia.