Exsultet

O, jak przedziwna łaskawość Twej dobroci dla nas! O, jak niepojęta jest Twoja miłość: aby wykupić niewolnika, wydałeś swego Syna. O, zaiste konieczny był grzech Adama, który został zgładzony śmiercią Chrystusa! O, szczęśliwa wina, skoro ją zgładził tak wielki Odkupiciel! O, zaiste błogosławiona noc, jedyna, która była godna poznać czas i godzinę zmartwychwstania Chrystusa. O tej to nocy napisano: a noc jako dzień zajaśnieje, oraz: noc będzie mi światłem i radością. Uświęcająca siła tej nocy oddala zbrodnie, z przewin obmywa, przywraca niewinność upadłym, a radość smutnym, rozprasza nienawiść, usposabia do zgody i ugina potęgi.

Na początku modlitwy zrób znak krzyża i uświadom sobie przez chwilę, że Ojciec jest teraz przy Tobie. Ponieważ chcesz z Nim rozmawiać, więc On Jest Obecny. Poproś Go więc w tym momencie, aby Duch Święty poruszał Twoją modlitwę, by On sam ją prowadził. Poproś także, by Pan usuwał w niej wszelkie przeszkody oraz by oczyścił Twoje zamiary, intencje, pragnienia, decyzje, czyny – by służyły tylko większej chwale Boga i dobru innych ludzi.

Poproś teraz Pana o owoc modlitwy. W tym tygodniu proś szczególnie o łaskę wewnętrznej radości ze Zmartwychwstania Jezusa.

Punkty do refleksji:

Najpierw przeczytaj uważnie ten fragment Exsultetu. Zobacz, które zdania, być może pojedyncze słowa najbardziej Cię dotykają, które powodują w Tobie jakiś ruch. Najlepiej byłoby, gdybyś na tej modlitwie właśnie przy tych słowach pozostał, wsłuchując się w to, co pod ich wpływem się w Tobie wydarza. Możesz też posiłkować się którąś bądź kilkoma z poniższych myśli.

„Niepojęta jest Twoja miłość.” Wiele razy – nie tylko w Orędziu Wielkanocnym, ale w Biblii, w zapiskach świętych – można spotkać to pełne zadziwienia zdanie. Jak niepojęta jest miłość, która z czułością i nigdy nie rezygnując podąża za tymi, którzy ją odrzucają, odpychają. Pochyla się nad Tobą i mną bez wyrzutu, bez oporu, bez lęku. Nie musi się silić czy przełamywać… po prostu jest „do samego dna” tylko czułością. Zadziwieni możemy tylko przyznać, tak jak psalmista: „Gdzież się oddalę przed Twoim duchem? Gdzie ucieknę od Twego oblicza? Gdy wstąpię do nieba, tam jesteś; jesteś przy mnie, gdy się w Szeolu położę. Gdybym przybrał skrzydła jutrzenki, zamieszkał na krańcu morza: tam również Twa ręka będzie mnie wiodła i podtrzyma mię Twoja prawica. Jeśli powiem: ‚Niech mię przynajmniej ciemności okryją i noc mnie otoczy jak światło’: sama ciemność nie będzie ciemna dla Ciebie, a noc jak dzień zajaśnieje” (Ps 139, 7-12b). Na taką miłość nie ma siły!

„O, zaiste konieczny był grzech Adama, który został zgładzony śmiercią Chrystusa! O, szczęśliwa wina, skoro ją zgładził tak wielki Odkupiciel!” Jak grzech można nazwać szczęśliwym, czyli błogosławionym? W jaki sposób hymn liturgiczny może mówić o tym, że grzech był konieczny? Dziwne. Grzech raczej określilibyśmy jako nieszczęście, coś, co sprowadza karę… gdzie tu miejsce na szczęście? Jeden z nurtów teologii, zastanawiając się nad relacją grzechu i wcielenia Syna Bożego dochodzi do wniosku, że jeśli człowiek by nie zgrzeszył, to nie byłoby wcielenia. Nie byłoby życia, śmierci i zmartwychwstania Jezusa z Nazaretu, bo nie byłaby potrzebna cała historia zbawienia. Człowiek byłby nadal w raju, czysty, w jedności z Bogiem. A zatem nie trzeba by było nic naprawiać, odkupywać, zbawiać. Jednak to wszystko się wydarzyło. Wraz z grzechem nastąpiło głębokie rozdarcie, i – mówiąc obrazowo – serce Boga domaga się uleczenia tej sytuacji. Wpatrując się w całą historię zbawienia, ukoronowaną przyjściem mesjasza, Boga-człowieka, także w swoją osobistą historię, mogę coraz wyraźniej dostrzegać całkowicie szaloną miłość Boga do mnie. Przecież codziennie odwracam się do Niego plecami, odchodzę, wikłam się w rzeczy, z których nie jestem w stanie się potem wydobyć. A On z niezmienną (choć, mówiąc żartem, czasem mam wrażenie, że rosnącą) miłością i troską idzie za tą swoją niesforną, setną owieczką, żeby ją wziąć na ręce i zanieść do domu.
Julianna z Norwich, przekazując słowa, które słyszała od Jezusa w widzeniach mówi, że każdy grzech zostanie w niebie… nagrodzony. Dziwne? Ale zaskakująco logiczne… przecież im większa rana (a grzech jest raną) tym większą troską trzeba otoczyć rannego. Papież Franciszek w Wielki Piątek powiedział, że Bóg nas osądził kochając nas. Innymi słowy: wyrokiem Boga w sądzie nad nami jest to, że otrzymujemy Jego miłość. O tym mówi święty Paweł w Liście do Rzymian: „Gdzie zapanował grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska” (Rz 5,20).

„Zaiste błogosławiona noc, jedyna, która była godna poznać czas i godzinę zmartwychwstania Chrystusa.” Tylko noc była świadkiem zmartwychwstania. Nie strażnicy – którzy czuwali przy grobie przez całą noc – ani przyjaciele czy uczniowie. Przenosząc ten obraz na sytuację człowieka, można pokusić się o kilka spostrzeżeń. Po pierwsze: być może tylko głęboka duchowa noc we mnie może być „godna poznać czas i godzinę zmartwychwstania Chrystusa”? Innymi słowy: być może trwa jeszcze głęboka noc, ale to nie znaczy, że nic się nie wydarzyło! Jezus zmartwychwstaje w nocy, a dopiero po jakimś czasie w widzialny sposób ruszyła lawina. Gdzieś między tym wszystkim jest jeszcze pusty grób, niepokój, niemało bólu, nieufności, lęku i zamieszania, nawet wtedy, kiedy Jezus osobiście staje przed Marią Magdaleną, innymi kobietami czy uczniami w wieczerniku. Może więc nie ma co specjalnie bronić się przed nocą?

„Uświęcająca siła tej nocy…” Jeśli rozpad i degradacja mogą zostać nie tylko powstrzymane, ale odwrócone, to jest to tylko dzięki tej nocy, o której mówi Exsultet. To, że świat istnieje, że możemy wzrastać – ma swoje źródło w miłości Boga, która najdosłowniej wyraziła się w Passze Chrystusa. Dzięki niej tu i teraz, w Nim – jesteś czysty, niewinny. Nie dlatego, że ktoś czegoś nie zauważył, czy przymknął oko, ale że Jezus z pełną świadomością zdjął to z Ciebie, wziął na siebie i przeprowadził przez ogień. Spójrz w tej modlitwie w swoje wnętrze. Nie bój się, jeśli widzisz w sobie smutek, nienawiść, skłócenie – z kimś, czymś lub z sobą. Pozwól sobie być taki jaki jesteś. Jezus to przyjął, więc spokojnie możesz Go naśladować. A wtedy On sam przywróci Ci radość, rozproszy nienawiść, sprawi, że to, co nieugięte i potężne stanie się delikatne i małe.

 

Kończąc modlitwę porozmawiaj z Panem i powiedz Mu o tym, co teraz czujesz, co myślisz, czego doświadczasz. Niech to będzie spontaniczna rozmowa. Wylej przed Nim swoje serce, które On przed chwilą poruszył. Pamiętaj, by to, co będziesz mówił Bogu miało związek z przebytą modlitwą. Zakończ odmawiając bardzo powoli wyznanie wiary: Skład Apostolski.

Spróbuj zapisać sobie w „dzienniku duchowym” najważniejsze myśli, światła, uczucia, jakie pojawiły się podczas całej modlitwy. Jeśli nie masz na to czasu bezpośrednio po niej, możesz to zrobić później. 

Każdego wieczoru odpraw rachunek sumienia, przyglądając się w nim wszystkim poruszeniom, uczuciom, pragnieniom i motywacjom, jakie się pojawiały w ciągu dnia oraz do czego Cię one prowadziły: do dobra, służenia innym, czy też do grzechu, upadku, zamknięcia się w sobie… Opis sposobu odprawiania rachunku sumienia znajdziesz TUTAJ.